sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 20

Poszłam do kuchni i usiadłam do stołu. Zabrałam się za zjedzenie przygotowanego przez Louisa śniadania. Muszę przyznać, że jak na mężczyznę gotuje całkiem dobrze. Mam dobrego kandydata do pomocy robienia jedzenia na święta, które już nie długo przyjdą. Wszystko idealnie, ale kim jest ten mężczyzna? Można śmiało powiedzieć, że do najmilszych nie należy. Oczywiście nie ocenia się ludzi po wyglądzie, ale to w jaki sposób on mówił czy patrzał było przerażające. Nie wiem skąd Lou go zna, czego on od niego chce i nie jestem pewna czy chcę wiedzieć. Ja naprawdę ostatnio mam wiele na głowie, a jeżeli dowiem się też tego moja głowa pęknie. Jednak czy ciekawość nie zwycięży? Jestem pewna, że będzie mnie to gryzło, mimo, że nie do końca chce wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
-I jak smakuje? –do pomieszczenia wszedł szatyn i zasiadł na krzesło naprzeciwko mnie.
-Pyszne, sam zjedz
-Z chęcią, umieram z głodu –tak jak ja przed chwilą zabrał się za jedzenie, a ja nie wiedziałam jak zacząć. Jestem pewna, że macie podobnie, że chcecie o coś spytać rodziców i nie wiecie jak zacząć. Teraz czy później? Ja najczęściej w takich sytuacjach się stresowałam, nie zależnie o co chodziło. Jednak na chwilę o tym zapominałam i po chwili odważyłam się. Mówiłam, ze teraz albo nigdy. Pomagało, a ich reakcja była różna. Tak było i tym razem. Zapytać czy nie? Jako para powinniśmy sobie o wszystkim mówić, jednak…my nią nie jesteśmy. Jedyny głupi układ, to tyle. Lou nie zapytał mnie oficjalnie, więc nie musi mi się z niczego spowiadać. A to, że się z nim całuje to tylko i wyłącznie moja sprawa. Jeśli bym tego nie chciała, nie musiałabym tego robić. Takie małe rzeczy do niczego go nie zobowiązują, taka prawda.
Zaczęłam bawić się jedzeniem, co rusz wbijając w nie widelec i zataczając kółka. Już na pewno tego nie zjem. Lou patrzał na mnie dziwnie, nie umiałam tego rozszyfrować.
-Kto to był? –w końcu zdałam się na odwagę i wydusiłam z siebie te dręczące słowa, które aż prosiły się, żeby je wypowiedzieć.
-Kolega, z dawnych lat, musieliśmy pogadać, wiesz…takie różne sprawy ze szkoły
-Przecież on wyglądał na starszego
-Tak, ale ja powiedziałam, że ze szkoły, a nie klasy –zaśmiał się, a ja wszystko kupiłam. Dopiero później się okaże czy mnie okłamuje. Ja mam nadzieję, że nie. Mam do niego zaufanie.
-Lou…musiałabym znaleźć jakąś pracę, tyle, że nie wiem co chcę robić
-A po co Ci praca? Chyba dość zarabiam –znowu się zaśmiał, a ja zmroziłam go spojrzeniem.
-Nie jesteśmy małżeństwem. Co jeśli zerwiemy? Zostanę bez niczego? A może pójdę do ojca prosić o łaskę? Przecież nikt nie może na mnie całe życie zarabiać. Muszę być samodzielna
-Pomyślimy o tym w nowym roku, teraz proszę ciesz się świętami
-Jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, na które się nie uśmiecham
-Ale sobie poradzimy
-Tak, musisz mi pomóc, a teraz umyje naczynia i możemy jechać –uśmiechnęłam się i wstałam od stołu. Zebrałam brudne naczynia i wszystko schowałam do zmywarki, jedynie sztućce umyłam w zlewie.
Razem z Lou poszłam na górę, by się przebrać. Nie widziałam sensu po co robiłam to rano, gdyż zaledwie po godzinie muszę zrobić to jeszcze raz.
Weszłam do garderoby i stałam zastanawiając się co by z niej wyciągnąć. Lou strasznie mnie dekoncentrował gdyż cały czas się na mnie patrzał. Nie powinno mi to przeszkadzać, ale był natarczywy.
-Może zaczął byś się ubierać? Chyba nie mamy wiele czasu –odwróciłam się do niego przodem i podeszłam bliżej. Chyba za blisko, bo jedynie się zaśmiał i zaczął mnie całować. Nie opierałam się, ale mieliśmy kupić prezenty. W końcu się ode mnie oderwał, a ja szybko wyciągnęłam obojętnie jaki strój i pobiegłam do łazienki, klucząc ją za sobą.

-Jeszcze tylko prezenty dla twoich sióstr i możemy stąd spadać –powiedziałam ciężko opadając na siedzenie restauracji. Miałam dość. Chyba od 3 godzin chodzimy po sklepach a i tak nie mamy wszystkiego co chcieliśmy. Jeszcze fani nas po drodze zatrzymywali, co wcale nie pomagało. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, ale to męczące. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i najlepiej położyć się spać.
-Co dla państwa? –podszedł do nas kelner, był bardzo przystojny i każda dziewczyna tutaj się za nim oglądała. Zaśmiałam się pod nosem widząc jak one na niego patrzą. Louis spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a ja tylko wzruszyłam ramionami. Lou coś powiedział, a chłopak odszedł na sam koniec pięknie się do mnie uśmiechając.
-Co to miało być? –zapytał Lou przyglądając się z zaciekawieniem.
-Ale co?
-No ten uśmieszek… Dajmy mu do zrozumienia, że jesteśmy razem
-Zazdrosny?
-A ty byś nie była?
-Codziennie jestem. Masz miliony fanek, kochaniutki
-Ale to fanki
-Które Cię kochają
-Ale to fanki
-Oczywiście –zaśmiałam się i rozsiadłam wygodniej na siedzeniu –co zamówiłeś?
-Kawę
-Wspaniale, muszę się czegoś napić

Kiedy wróciliśmy do domu, od razu położyłam zakupy w korytarzu, rozebrałam się i poszłam do salonu. Ciężko opadłam na łóżko i nie miałam zamiaru się ruszać. Nie dość, że bolały mnie nogi to jeszcze na dworze był cholerny mróz i można by powiedzieć, że zamroziło mi nogi.
Chwila minęła zanim Lou przyszedł do pokoju, ale za to miał w rękach kubki. Podał mi jeden i usiadł koło mnie. Było to kakao. Od razu podniosłam się do pozycji siedzącej i upiłam łyk. Ciepło rozeszło się po całym moim ciele, a do tego Lou okrył nas kocem.
-Oglądamy jakiś film? –zapytał i objął mnie ramieniem. Przytaknęłam, więc sięgnął po pilot. Szukał czegoś na różnych programach, ale a tym momencie nie było niczego szczególnego. Dopiero za 30 minut miał lecieć Titanic. Bardzo lubię ten film i mimo, że go oglądałam chciałam to zrobić jeszcze raz, jednak najpierw musiałam trochę poczekać, dlatego Lou włączył stację muzyczną i słuchaliśmy muzyki. Po pięciu minutach Louis wyciągnął telefon i zaczął się nim bawić, grzebać coś, a ja musiałam się sama nudzić. Jednak zrobiłam to co on. Wyciągnęłam telefon, ale nie weszłam na twittera tylko napisałam wiadomość do Nathana. Skoro nie możemy się spotkać, to chyba możemy popisać, prawda?

-Dokładnie za dwie minuty zaczyna się Titanic, co robisz? –powiedział Louis i zajrzał mi przez ramię do telefonu.
-Już nic, oglądajmy –odpowiedziałam i odłożyłam telefon na stolik.
-Co robiłaś? –zapytał podejrzanie Lou i zaśmiał się pod nosem.
-Pisałam z Nathanem –odpowiedziałam i pocałowałam go w czubek nosa.
-Chcesz żebym był zazdrosny?
-Chyba nie masz o co
-A jednak
-Oglądasz?
-Oczywiście
Nasza rozmowa na tym się skończyła, bo zaczęliśmy oglądać Titanica na którym się skupiliśmy.  

*20 grudnia*

Louis przytargał do domu choinkę i ustawił ją w salonie. Od razu poczułam piękny zapach i wyszłam z kuchni by dołączyć do niego. W reklamówkach miał – jak przypuszczałam – bombki, lampki i inne pierdołki, które powiesimy na choinkę.
-Zimno jest na dworze –powiedział i zaczął ściągać kurtkę. Miał całą czerwoną twarz od mrozu, więc można było się domyślić.
-Pójdę Ci zrobić coś ciepłego –powiedziałam i poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę, a do kubka włożyłam saszetkę. Poczekałam chwilę i zalałam je wodą, po czym zaniosłam herbatę Louisowi.
-Dziękuję, kiedy stroimy choinkę?
-Możemy dzisiaj, skoro już jest –odpowiedziałam i włączyłam telewizor, by lepiej nam się pracowało… Jednak czy można nazwać to pracą? Lou cały czas się wygłupiał, rzucał we mnie bombkami i o mało co nie zepsuł lampek. Miło spędziliśmy czas, jednak zabrało nam to więcej niż powinno. Nie chcę nawet myśleć co będzie za parę dni, gdy Louis będzie musiał mi pomóc w przygotowaniach do świąt. Ja zabieram trochę do taty, bo sam przecież wszystkiego nie zrobi, a Lou do swojej mamy, ale mniej, bo wiadomo, że to kobieta i ma córki, które jej pomogą.

*24 grudnia*

Ustawiłam budzik na 8:00 i o tej godzinie zadzwonił, budząc mnie. Wyłączyłam go i od razu poderwałam się z łóżka. Louis jeszcze spał i miałam nadzieję, że go nie obudziłam. Nałożyłam na ciało szlafrok i zeszłam na dół. W kuchni przygotowałam śniadanie i czekałam, aż solenizant się obudzi. Jednak wiedziałam, że może to trochę potrwać, więc poszłam na górę, żeby się ubrać. Wciągnęłam na nogi rurki i luźną koszulkę. Włosy spięłam w kucyka, a na stopy włożyłam w dawno nie noszone vansy.
Zbiegłam na dół i z lodówki wyciągnęłam przygotowane dzień wcześniej jedzenie, które zaniosłam do bagażnika. Dzisiaj Lou wyjeżdża do Doncaster, a ja do ojca. Od razu zawieziemy to co trzeba do naszego poprzedniego domu, a trochę zabierze Louis. Żeby zyskać na czasie postanowiłam zrobić niektóre rzeczy rano, gdy Lou śpi, żeby potem nie musiał się niczym martwić. Chcę, żeby zdążył na święta, do rodziny. Wiadomo, że to przeze mnie został tak długo w domu.
-Co robisz? –akurat gdy weszłam do domu, ze schodów zszedł zaspany Louis. Podbiegłam do niego i rzuciłam się na szyję, przez co prawię się przewrócił.
-Wszystkiego najlepszego, kochanie –wyszeptałam mu do ucha, a on mocniej mnie do siebie przytulił, a po chwili również pocałował.
-Dziękuję
-Chodź do kuchni –pociągnęłam go za rękę i usadziłam na krześle. Poprosiłam by zaczął jeść śniadanie, ale tylko się śmiał.
-Nie trzeba było
-Masz dzisiaj urodziny, zrobiłam Ci śniadanie, zjedź a potem pojedziesz do mamy –uśmiechnęłam się i odeszłam od stołu. Nalałam sobie do szklanki wody i oparłam się o blat. Upiłam łyk i patrzałam na ukochanego.

*godzina później*

Stałam przy drzwiach i czekałam, aż Louis się ubierze. Kiedy był gotowy pożegnałam się z nim i poszedł w stronę samochodu. Zawiezie jeszcze jedzenie do taty i pojedzie do Doncaster. Ostatni raz do niego pokiwałam i wyczytałam z jego ust „I love You”. Moja odpowiedź była oczywista. Ostatni raz mu pokiwałam i zniknął mi z oczu.
Weszłam z powrotem do domu i usiadłam na kanapę w salonie. Strasznie mi się nudziło. Nie wiem jak wytrzymam do 16:30. Na osiemnastą idę do taty, spędzimy razem wigilię. Chłopcy też pojechali już do swoich rodzin, Niall wyleciał do Irlandii, ale miał po drodze trochę problemu.

*godzina 16:30*

Weszłam do łazienki i napuściłam do wanny wody. W tym samym czasie ściągnęłam z siebie ubrania i rozpuściłam włosy. Weszłam do przygotowanej wody i się odprężyłam. Gorąca woda dobrze na mnie działała. Sięgnęłam jeszcze po telefon i włączyłam piosenki One Direction. Głos Lou działał na mnie uspokajająco.

Po pół godzinie wyszłam z wanny i owinęłam się ręcznikiem. Najpierw wysuszyłam włosy, a ich końcówki lekko podkręciłam. Zrobiłam lekki makijaż, bo właśnie taki najlepiej do mnie pasował.
Kiedy już to skończyłam weszłam do naszej sypialni. Podniosłam z łóżka przygotowaną wcześniej czarną sukienkę. Wbiłam się w nią po czym na stopy nałożyłam szpilki tego samego koloru. Przejrzałam się z lustrze i stwierdziłam, że wyglądam całkiem nieźle i mogę iść. <KLIK>
Zeszłam na dół, ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Zakluczyłam go i ruszyłam w stronę bramy. Nie chciałam wzywać taksówki, tylko szłam pieszo. Spacer dobrze mi zrobi.


Byliśmy z tatą już po kolacji, a ja dostałam sms-a. Wyciągnęłam telefon z torebki i otworzyłam go. Dostałam zdjęcie, które przedstawiało Louisa przytulającego się z jakąś dziewczyną.
________________________________________________
 Nawet nie wiecie jak długo pisałam ten rozdział. Oglądałam tv, pisałam, oglądałam, pisałam. I tak w kółko. Może nie dopracowałam tego dość dokładnie i nie wyszedł do końca tak jak chciałam ale jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że wam też się spodobał.
Ostatni post to nie był rozdział, tylko wygrany imagin. Ktoś albo nie zrozumiał, albo ktoś robił sobie ze mnie jaja, bo to było dziwne i do tego anonimowe, haha.
Jeżeli chodzi o szablon to ten bardzo mi się podoba, ale tamten też mi się spodobał, no i to wy musicie wybrać, który z nich jednak jest lepszy. Ja nie dam rady. Zobaczcie ten szablon: http://s6.ifotos.pl/img/podgladpn_nqwanaw.png  i zagłosujcie w ankiecie czy ma zostać ten czy zmienić na tamten :)
PS. SKORO GŁOSUJECIE, ŻE CZYTACIE I KOMENTUJECIE TO CZEMU TEGO NIE ROBICIE, CO? 16 OSÓB TAK ZAGŁOSOWAŁO A KOMENTARZY JEST ZALEDWIE 10. NIE CHCE NICZEGO WYMUSZAĆ, ALE POMYŚLCIE NAD TYM :) 
PS2. WCZORAJ BYŁO 303 WYŚWIETLEŃ. TO CHYBA REKORD. JESTEM CIEKAWA KTO CIĄGLE ODŚWIEŻA TEGO BLOGA, BO TYLE OSÓB NIE CZYTA

piątek, 27 grudnia 2013

Wygrana

Wczoraj nie mogłam dodać tego imagina, gdyż mam karę i rodzice mi nie pozwolili wejść, ale dzisiaj jest:)
Dziękuję Weronice i Klaudii, wasze imaginy była bardzo dobre, ale zwycięzca jest tylko jeden i dzisiaj jest to Charlotte F. Gratuluję:) Liczyłam na więcej imaginów, no ale cóż, miłego czytania xx
PS. SPRAWDŹCIE JAK WYGLĄDA TEN SZABLON I ZAGŁOSUJCIE CZY ZMIENIĆ CZY NIE:) (ankieta po lewej stronie)
_____________________________________________
Z łóżka wyciągnął mnie przyjemny zapach igliwia. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy na korytarzu napotkałam Louisa starającego się dociągnąć choinkę do salonu.

-Wszystkiego najlepszego, kochanie!- powiedział ledwo trzymając choinkę.

Szybko poszłam mu na ratunek. Cały czas się uśmiechałam.

Postawiliśmy sosnę w rogu pokoju, a on szybko mnie przytulił. Znów poczułam te jego strasznie drogie perfumy. Ustami lekko dotknęłam płatka jego lewego ucha.

-Sto lat!- szepnęłam.

Wyciągnęłam rękę nad nasze głowy, mocno trzymając w dłoni jemiołę. Chłopak spojrzał tymi magicznymi niebieskimi oczami nad siebie. Po salonie rozniósł się jego piękny, zaraźliwy śmiech. Delikatnie cmoknął mnie w policzek, a potem klepnął w tyłek. Wyprostowałam się, a na mojej twarzy malowało się zdziwienie.

-Tylko tyle?- oburzyłam się.

Znów się zaśmiał. Ma wspaniały śmiech.

-A na co liczyłaś, niewiasto, pokazując mi się tylko w koszuli?- zapytał teatralnie.- I to w dodatku w mojej koszuli w paski?!

Zachichotałam, a on obserwował każdy mój ruch. Byłby z niego wspaniały aktor, lecz on wybrał karierę muzyczną, co mu wyszło na dobre.

-Oh! Wybacz panie, lecz nocne igraszki ze mną, bez koszuli, ci się podobały- zauważyłam przybierając taki sam ton głosu jak on.

Nagle spoważniał, uśmiech zszedł z jego twarzy. Ja spojrzałam na niego, a jego wzrok powędrował nad moje ramię. Usłyszałam znajome chrząknięcie i szczerze dziękowałam Bogu, że po za paskowaną koszulą Louisa, miałam na sobie także bieliznę. Odwróciłam się na pięcie. Moje oczy zauważyły cztery wesołe dziewczynki, choć już nie takie małe, oraz dorosłą kobietę, w błogosławionym stanie, o kamiennym wyrazie twarzy.

-Lottie, weź siostry i idźcie się rozpakować- poinstruowała najstarszą z córek.

Nastolatka posłusznie pociągnęła siostry oraz walizki na korytarz. Spłonęłam rumieńcem. Poczułam dłoń Louisa chwytającego moją rękę.

-Następnym razem bądźcie bardziej ostrożni- poprosiła Jay z uśmiechem na twarzy.

Kamień spadł mi z serca. Jay jest wspaniałą kobietą, o przesympatycznym charakterze, lecz przede wszystkim była matką Louisa. Uwielbiałam pogaduchy z Jay, lecz paradowanie przed nią , i jej czterema córkami, w samych majtkach i koszuli jej, jak na razie, jedynego syna nie robi piorunująco dobrego wrażenia.

-Dobrze- spuściłam głowę i na jednej nodze pobiegłam do pokoju. Czym prędzej zrobiłam to co do mnie należało, a następnie popędziłam do kuchni, skąd roznosił się wspaniały zapach pierdolników (czyt. pierników). Zauważyłam Louisa bawiącego się ze swoimi siostrami i naszła mnie ochota na.... małego Tomlinsonka biegającego po tym, zbyt często, pustym, ogromnym domu.

-Ładnie wyglądają nie sądzisz?- zapytała cicho Jay kładąc rękę na moim ramieniu.

-Kiedyś będzie idealnym ojcem- stwierdziłam patrząc jak rozśmiesza Daisy i Phoebe.

-I oby jak najszybciej- powiedziała ze śmiechem.

Spojrzałam na nią podejrzliwie. Czy ona coś sugeruje? Czy ja powinnam o czymś wiedzieć?


***

-Lottie, Fizzy, Daisy, Phoebe!- krzyknęłam, a cała czwórka zjawiła się w świątecznie ustrojonym salonie.

W rogu stała pięknie pachnąca choinka ustrojona w różnokolorowe bombki i inne ozdoby. Stół był wypełniony różnego rodzajem potraw. Piękny zapach roznosił się po mieszkaniu. Rzadko kiedy jest tu tak przytulnie, miło i rodzinnie. Zazwyczaj wracam po pracy do pustego, ogromnego domu, do którego jego właściciel zaglądał zdecydowanie zbyt rzadko. Poczułam jak Louis mnie przytula od tyłu, a dziewczynki odwracają wzrok. Zachichotałam cicho gdy Louis pociągnął mnie na korytarz. Byliśmy sami, a po jego zbyt poważnym wyrazie twarzy nie mogłam się niczego spodziewać.

-Kocham Cię, wiesz?- zapytał.

-Ja Ciebie też- odpowiedziałam zatapiając się w błękicie jego oczu.

-Zamknij oczy- poprosił.

Posłusznie wykonałam jego polecenie. Ujął moją dłoń i delikatnie wcisnął mi pierścionek na palec. Otworzyłam oczy i zauważyłam śliczny pierścionek z wielkim diamentem.

-Mam nadzieję, że ci się spodoba i...

-Jest piękny!- przerwałam mu.

Mocno objęłam jego szyję, a on dokończył swoją wypowiedź:

-...Chcę byś wiedziała, że właśnie się zgodziłaś na nasze małżeństwo.

Odsunęłam się od niego na chwilkę i znów spojrzałam w te, pełne wątpliwości i strachu, błękitne oczy. Uśmiechnęłam się najszerzej i najpiękniej jak umiałam.

-To twoje urodziny, a mimo wszystko to ty sprawiłeś mi najpiękniejszy prezent jaki mogłam dostać- powiedziałam.

-Czyli bierzemy ślub?- zapytał uradowany.

-Nawet teraz!- odpowiedziałam bez namysłu.

Louis zaczął krzyczeć ze szczęścia. Uniósł mnie i zrobiliśmy pełen obrót. Krzyki Louisa przyciągnęły na korytarz całą rodzinę mojego przyszłego męża.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 19

Kiedy byłam już gotowa zbiegłam na dół. Louis czekał już ubrany przy drzwiach. Uśmiechnęłam się i ubrałam strój na dzisiejszą pogodę. Chłopcy spędzali czas ze swoimi dziewczynami, a Harry i Niall gdzieś wyszli. Tata oczywiście pracuje, a my gdzieś jedziemy.
-Gotowa? –zapytał Lou, a ja skinęłam głową. Uśmiechnął się i złapał mnie za rękę, po czym zaczął ciągnąć w stronę wyjścia. Na dworze oczywiście było pełno paparazzi. Nie wiem czy uda nam się w ogóle wyjechać, gdyż stali na podjeździe.
Nim się zorientowałam już siedziałam w samochodzie, a Louis starał się wyjechać. Kiedy już nie było oślepiających fleszy westchnęłam głośno.
-Gdzie mnie zabierasz?
-To niespodzianka
-Nie lubię niespodzianek, nigdy nie wiadomo co Cię spotka, raczej wolę wiedzieć
-To Ci się spodoba, zaufaj mi

Po pewnym czasie, bodajże 20 minutach zatrzymaliśmy się pod jakimś budynkiem, którego nawet nie mogłam dobrze zobaczyć, gdyż wielki otaczający go mur na to nie pozwalał. Wyszłam z samochodu nie spuszczając z niego oczu. Louis złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę bramy. Odkluczył ją i weszliśmy na posesję. Wtedy mogłam dokładnie zobaczyć ten piękny, nie za duży dom. Dookoła otaczały go różne rośliny, które w tej porze roku były pokryte śniegiem. Mogłam przysiąść, że była to najpiękniejsza posesją jaką kiedykolwiek widziałam.
-Czyje to? –zapytałam zachwycona widokiem.
-Nasze –usłyszałam jego cieniutki głos zaraz koło swojego ucha, przez co po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Jak to nasz?
-Kupiłem go, już jest nasz –powiedział uśmiechając się tryumfalnie i patrząc na jego, a może nasz nowy zakup. Nie mogłam uwierzyć w jego słowa, bo to było za piękne by mogło być prawdziwe. –Wejdziemy? –zapytał i pokazał ręką na wejście do domu. Kiwnęłam głową na znak, że chcę, a Lou pociągnął mnie w ich stronę.
Gdy tylko przekroczyłam próg domu wyczułam zapach nowości. Jestem pewna, że ten dom nie stał tu długo, a tym bardziej meble, które się w nim znajdowały.
Przy wejściu ściągnęłam buty, oraz kurtkę odwiesiłam na wieszak. Szłam z Louisem jasnym korytarzem i zaraz skręciliśmy do salonu. Tam w większości panował czarny z czerwonym. Możliwe, że było dość ciemno, jednak było tu dużo małych lampek, które były wbudowane w sufit, a nawet niektóre szafki, by podświetlać to co na nich stało. Dzięki temu w pokoju zrobiło się od razu jaśniej.
Salon był połączony z kuchnią, a oddzielała go mała lada, przy której stały wysokie krzesła. To pomieszczenie było o wiele jaśniejsze. Strasznie mi się podobało. Nawet nie byłam w stanie czegoś powiedzieć.
Kolejnym pomieszczeniem była łazienka. Duża łazienka. Był prysznic oraz mimo swojej wielkości wanna nie zabierała wiele miejsca. Panowały tu odcienie beżowego i brązu. Wszystko ze sobą pięknie współpracowało.
-Teraz zobaczysz naszą sypialnię –powiedział Lou gdy szliśmy po schodach na górę. Uśmiechnęłam się do niego i dotrzymywałam kroku.
Louis otworzył drzwi, a panująca na podłodze i ścianach biel lekko mnie oślepiła. Przymknęłam na chwilę oczy, gdyż w poprzednich pomieszczeniach było ciemniej.
Na środku pod ścianą stało wielkie sypialniane brązowe łóżko z białą pościelą, a naprzeciw niego, pod drugą ścianą brązowe meble. Niewielkie biurko, jak się domyśliłam dla mnie, gdyż Lou wie, że uwielbiam rysować, a w poprzednim domu robiłam to przy swoim małym biurku.
W pokoju znajdowały się oczywiście drzwi do garderoby i osobnej, niewielkiej łazienki.
Mogłam w tamtym momencie zacząć płakać, gdyż nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś podobnego. Louis kupił nam dom. Nasz wspólny, nowy dom. To coś niezwykłego. Jednak byłam silna i powstrzymałam je, a w zamian przytuliłam się w ciepły tors szatyna, mojego szatyna.
-Podoba Ci się? Teraz tutaj będziesz mieszkać –powiedział Lou śmiejąc się, a ja się od niego odsunęłam i spojrzałam w oczy. Był taki szczęśliwy.
-Tak, oczywiście, że podoba, ale…
-Ale co?
-Tata. Muszę go zostawić, jeszcze nic mu nie mówiłam, nie wiadomo jak zareaguje
-No chyba nie sądzisz, że kupiłem ten dom bez jego zgody, na zamieszkanie tu z Tobą, co?
-Pytałeś go?
-Oczywiście, że tak
-I?
-No zgodził się głuptasie –zaśmiał się i rozczochrał moje włosy. –A teraz opuścimy to miejsce i pojedziemy po nasze rzeczy
Kiedy wyszliśmy w pokoju, zapytałam co jest w dalszych pomieszczeniach, gdyż były tam jeszcze cztery drzwi. Okazało się, że to pokoje gościnne, np. dla chłopców, którzy pewnie będą u nas nie raz nocować.

-A wy gdzie byliście? –zapytał blondyn, gdy weszliśmy do salonu.
-W naszym nowym domu –odpowiedział dumnie Louis, a ten spojrzał na niego pytającym wzrokiem.
-Kupili sobie dom, czego nie rozumiesz? –zapytał Harry z litością, na co się zaśmiałam.
-Odchodzicie?
-Tak, ale będziesz mógł nas odwiedzać –zaśmiałam się.
-Przyjechaliśmy po rzeczy
-Jasne, idźcie się spakować –powiedział Harry z uśmiechem, a my skierowaliśmy się do swoich pokoi. Ja do swojego a Lou do swojego. Wyciągnęłam z szafy jedną wielką walizkę i tam spakowałam swoje wszystkie rzeczy. Była dość duża i ubrania się zmieściły.
Swoje rysunki i kosmetyczkę spakowałam do mniejszej i upewniłam się czy mam wszystko. Odpowiedź brzmiała tak, więc wzięłam je i zaniosłam na dół. Ledwo sobie z tym poradziłam. Były ciężkie.
-Mógłbyś je zanieść do samochodu, Niall? –poprosiłam przyjaciela, a ten podniósł się z kanapy i odebrał je ode mnie. Ja natomiast usiadłam na kanapie i czekałam na Louisa.
-Nie wiesz gdzie tata? –zapytał Harrego, który oglądał jakiś horror. Wywnioskowałam to po jego minie.
-Co? –zapytał zdezorientowany, a ja się zaśmiałam.
-Pytałam, gdzie jest tata
-Nie wiem, nie wiem
-oczywiście –byłam pewna, że nawet nie wiedział o co pytam, bo dalej wydawał się być nie skupionym na tym co mówię. –Śmieszny ten film?
-Tak
-Masz dziewczynę?
-Tak
-Mieszkasz na ulicy?
-Tak
Wiedziałam, że mnie nie słucha. Na wszystko odpowiadał tak samo, a jak krzyknęłam BUU, pisnął jak dziewczyna.
-Co wy robicie? –do pokoju wszedł Niall.
-Dowiedziałam się, że ten film jest śmieszny, Harry ma dziewczynę i mieszka na ulicy
-Co? Przecież to horror, nie ma dziewczyny no i…nie mieszka na ulicy
-Nie słuchał mnie i na wszystko odpowiadał tak
-Jedziemy? –do pokoju wszedł Lou, a ja kiwnęłam twierdząco głową. Pożegnałam się z chłopakami i razem z Louisem udałam do jego samochodu.


 Gdy tylko przekroczyliśmy próg naszego domu, rozebraliśmy się i ruszyliśmy na górę, do sypialni. Musieliśmy się rozpakować. Louis pomógł mi wnieść walizki na górę, a tam w garderobie wyłożyliśmy wszystkie swoje rzeczy. Ja poukładałam resztę naszych drobiazgów w łazience.
Zajęło nam to trochę czasu, więc skończyliśmy około 15:30. Usiadłam na kanapę w salonie i ciężko westchnęłam. Lou przyniósł mi szklankę wody i usiadł koło mnie. Sięgnął pilot i włączył telewizor. Upiłam łyk cieczy i odłożyłam resztę na stolik. Wtuliłam się w tors Louisa. Byłam zadowolona takim obrotem spraw. Jeszcze niedawno nie pamiętał kim tak naprawdę jestem, a teraz ‘jesteśmy’ razem. Mimo, że nie zapytał mnie tak oficjalnie, to chyba mogę tak sądzić, prawda? Skoro wyznał mi miłość… Powinnam się cieszyć, ale nie daje mi to spokoju. Dlaczego? Może zapomniał?
Cały czas próbuję znaleźć dobrą odpowiedź, dobre usprawiedliwienie.
-Jutro zrobimy zakupy, kupimy coś na święta bliskim –powiedział Louis, a ja dopiero zaczęłam się zastanawiać jak spędzę tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Z jednej strony chciałabym spędzić je z moim ukochanym, który tego dnia ma urodziny, a z drugiej chciałabym je spędzić z ojcem. Tak dawno nie spędzałam z nim tego święta. Nie pamiętam tego czasu gdy był z nami. Cały czas, odkąd pamiętam spędzałam je z mamą. A Louis? On również chce spędzić ten czas z rodziną, której nie widzi od tyle czasu.
-Jak spędzamy święta? –spytałam wpatrując się w ekran telewizora, gdzie coś leciało.
-Jak to jak?
-Ja z ojcem, ty ze swoją rodziną?
-Myślałem raczej, że spędzisz je ze mną. Poznasz moją mamę, moje siostry...
-Tak, ale co z tatą? Chciałabym spędzić je również z Tobą –Lou nic na to nie odpowiedział. Zastanawiał się co powiedzieć, ale raczej nic nie przychodziło mu do głowy. –Sądzę, że najlepiej będzie jeśli pojedziesz do swojej mamy i sióstr, a ja zostanę z tatą –poczułam jak Louis podnosi mnie i sadza na swoich kolanach. Złapał moją twarz w dłonie i powiedział:
-Dobrze, ale pierwszy dzień świat spędzasz z moją rodziną
-A drugi dzień świąt ty z moim tatą
-A sylwester?
-Z chłopakami
-Zgadzam się –uśmiechnął się i czule mnie pocałował.

*następny dzień, 16 grudzień*

Obudziłam się i podniosłam do pozycji siedzącej. Dalej nie mogło do mnie dotrzeć to, że zamieszkałam z Louisem. Sami. Apropo Louisa to nie było go koło mnie. Wzięłam do ręki telefon, który leżał na szafce nocnej i sprawdziłam godzinę. 9:23. Przeciągnęłam się leniwie i zrzuciłam nogi z łóżka, które od razu wpadły w ciepłe kapcie. Poczłapałam do szafy i wyciągnęłam z niej byle jaki zestaw na dzisiaj. Poszłam do łazienki, wykonałam poranną toaletę i przebrałam się w przyszykowane ciuchy <klik>. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Usłyszałam huk i od razu wiedziałam, gdzie jest mój ukochany. Z uśmiechem weszłam do kuchni i zobaczyłam jak Lou sprząta po zbitym talerzu. Pokręciłam głowę i nachyliłam się nad nim by złożyć na jego policzku pocałunek. 
-Teraz będzie tak codziennie? 
-Czyli jak? -zapytał, gdy ja już siadałam na krzesło. 
-Ty będziesz rano robił śniadanie i tłukł talerz. Jakby przymknąć oko na ten talerz, to wszystko byłoby idealnie, chociaż wolałabym budzić się u twojego boku 
-Ważne, że zrobiłem śniadanie -zaśmiał się i w tym samym czasie po domu rozszedł się dźwięk dzwonka. Spojrzałam na Lou pytającym wzrokiem. 
-Kto o tej godzinie? Pójdę otworzyć -wstałam z miejsca i ruszyłam do drzwi. Nacisnęłam przycisk by brama się otworzyła, a gość wszedł na naszą posesję. Otworzyłam drzwi a moje ciało owiał nieprzyjemny zimny wiatr. Skrzyżowałam ręce na piersi i wyszukiwałam wzrokiem osoby, które chciała nas odwiedzić. 
W końcu zauważyłam wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Na jego dłoniach widniały tatuaże, więc można wywnioskować, że ma ich więcej na całym ciele. Nie wyglądał na przyjaznego. 
-Jest może Louis Tomlinson? -zapytał, tym samym wyrywając mnie z transu. Miał strasznie chłodny wzrok. Po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. 
-Tak, Louis! -krzyknęłam a zaraz u mojego boku znalazł się szatyn. Wyglądał na lekko przestraszonego. 
-Idź zacznij już jeść, a ja zaraz przyjdę -powiedział i prawie pchnął mnie w stronę drzwi. Ostatni raz spojrzałam na tego mężczyznę i ruszyłam do kuchni. 
____________________________________________

 "Gdy przyjdą w tym roku Święta w srebrnej bieli, gdy Stary Rok w Nowy się przemieni, przyjmij gorące me życzenia świąteczne, niech się Ci spełnią wszystkie marzenia." - Taki wierszyk znaleziony w internecie:) 
Życzę wam oczywiście wesołych świąt, tej pięknej atmosfery rodzinnej, bogatego mikołaja, żeby spełniły się wasze marzenia. Życzę wam, abyście w nowym roku pojechali na koncert One Direction:) Nie upijcie się piccolo i będzie okej:) 

Mam pytanie: Czy moglibyście sprawić mi jeden, mały prezencik? Nic was to nie kosztuje, a może mi sprawić przyjemność. Chodzi o to abyście pobili rekord komentarzy:) Jak na razie najwięcej jest pod rozdziałem numer 17, bo 9. Wiem, że stać was na więcej, bo o wiele więcej osób czyta ten blog:) Miły prezent na święta:) Uda się? Mam nadzieję:) xx 
PS. Darujcie sobie komentarze anonimowe, gdzie napisane jest jedno słowo takie jak fajny czy super :)
Mnie to nie przekonuje:) Jeśli napisze to osobo ze SWOJEGO KONTA, to okej, ale jeśli z anonima, to jestem na nie:) 
Dziękuję x

sobota, 21 grudnia 2013

Konkurs

Okej, są tylko 3 osoby, ale nie ma moich rodziców i weszłam na laptopa, a to lepsze niż pisanie na telefonie :)
Napiszę co i jak, a może będzie więcej osób?
Chodzi, więc o imagin świąteczny, nie ma znaczenia z którym z chłopców.
Najlepiej jak byście mi wysyłali je na gg, gdyż tam mam lepszy dostęp niż np. na pocztę:)
Numer: 47311307
Jeżeli nie będziecie mogli napiszcie w komentarzu swoją propozycję, a ja gdy uda mi się wejść spróbuję pomóc:)
Możecie wysyłać swoje prace do 25.12. a 26.12 postaram się ogłosić wyniki :)
Chciałam ogłosić je 24.12 w wigilię, ale za późno się z tym obudziłam, no i wyszło jak wyszło :)

Jeżeli będzie więcej osób to zrobię na miejsce: 1,2 i 3, a jeżeli tylko te 3 osoby to dodam ten jeden najlepszy moim zdaniem :)
Powodzenia, czekam :) x

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 18


*oczami Louisa*
-No więc...kiedy miałeś wpadek, straciłeś pamięć. Sądziłeś, że dalej chodzisz z Eleanor, która zerwała z tobą jakiś czas przed. Sądzisz, że znamy się 3 tygodnie, a my znamy się prawie dwa miesiące. Przeprowadziłam się w listopadzie i zamieszkałam z ojcem, który był po rozwodzie z moją matką. A ona sama umarła. Miała raka. Przechodząc dalej…mój tata poprosił byśmy udawali parę przed światem. Nie chciał robić wokół siebie zamieszania, więc się zgodziliśmy. Wtedy poczułam coś do Ciebie. Na początku byłeś dla mnie chamski, lecz z każdym dniem było coraz lepiej. Potem dowiedziałeś się, że usunęłam ciążę, sądziłeś, że jestem puszczalską dziwką, jednak nie wiedziałeś, że zostałam zgwałcona. Właśnie wtedy był ten wypadek. Wybaczyłam Ci wszystko, bo jak prędzej wspomniałam kochałam Cię…A kiedy Ci to powiedziałam, to znaczy, nie ważne. W każdym razie kiedy miałeś wypadek byłeś ze mną. –patrzałem na dziewczynę z szeroko otwartą buzią. Co ona wygaduje? Przecież ja nic nie pamiętam…no tak, straciłem pamięć. Jednak to było dla mnie nie do pojęcia.
-Kłamiesz, prawda? –spojrzała na mnie swoimi pięknymi niebieskimi tęczówkami. W jej oczach można było dostrzec niedowierzenie. –Jakaś ukryta kamera, czy co? –uniosłem się.
-Uspokój się Louis. Chciałeś znać prawdę, to Ci ją powiedziałam!
-Prawdę a nie jakieś wymysły!
-Wiesz co? Zachowujesz się jak dziecko, nie znałam Cię od tej strony…
-Nie wierzę Ci, proste prawda? –dziewczyna spojrzała na mnie i wstała. Zaczynała po woli odchodzić. Jakby chciała żebym ją zatrzymał. Oparłem łokcie na klanach i złapałem się za głowę. Zacząłem analizować to co przed chwilą do mnie powiedziała. W głowie słyszałem jej głos. Jak opowiada mi jak było.

-Ona podobno jest bardzo ładna –powiedział Harry dokładnie nam się przyglądając.
-Ciekawe skąd to wiesz –zadrwił z niego Zayn.
-Lepiej mnie słuchaj, jeszcze się przekonasz –Harry uparcie stał na swoim i cały czas opowiadał nam o córce Paula, której nie znał ani on ani my. Ciekawe skąd miał informacje, takie jak to, ze jest ładna, czy to, że nieśmiała…niedorzeczne.
-Harry proszę Cię skończ! Nie znasz jej!
-Znam! Tak jakby…
-Czyli, ze nie znasz –ponownie zadrwił Zayn. Zaczęła się kłótnia, Li próbował ich uspokoić, ale Hazza trzymał się swojego, a Zayn cały czas się śmiał.
-Chłopaki! –dopiero teraz zauważyłem, że Paul wszedł do kuchni. Zaraz za nim stała nie za wysoka brunetka, o pięknych niebieskich oczach. Była w samych majtkach i w przydużej koszulce. Na moich ustach pojawił się uśmiech, a z transu wyrwał mnie głos Nialla. Miałem nadzieję, że dziewczyna nie zauważyła jak przyglądam jej się z zaciekawieniem.
-Paul…-Niall się na chwilę zatrzymał i podrapał po głowie. Tą całą kłótnię o jego córkę mógł usłyszeć –słyszałeś o czym rozmawiamy? –debil, po co pyta?
-Nie, a powinienem słyszeć? –dopytywał, patrząc na nas pytającym wzrokiem Paul.
-Nie, nie, Niall nie wie co gada! Nie słuchaj go! –zaraz do ‘akcji’ wkroczył Zayn, za co powinniśmy być mu wdzięczni.
-Dobrze, uszło wam to na sucho, a teraz chcę wam przedstawić moją córkę: Katy. Katy poznaj chłopaków. Myślę, że sami powinni się przedstawić. –Paul dam nam znać, więc od razy się podnieśliśmy ze swoich miejsc.
Niall jako pierwszy podszedł do Katy i ją przytulił. Wydaje mi się, że zdziwiła się. Ja byłem na końcu. Szczerze mówiąc, serce przyśpieszyło mi gdy tylko wlepiła we mnie swoje tęczówki.
-Louis –uśmiechnąłem się przyjaźnie i  przytuliłem dziewczynę.

Od razu poderwałem się z miejsca. To nie może być prawda. Rozejrzałem się w około ale nigdzie nie zauważyłem swojej zguby. Zacząłem biec w kierunku centrum, by jak najszybciej ją odnaleźć. Było pełno ludzi, wiec musiałem się miedzy nimi przepychać. Trudno było, a jak dobiegłem do przystanku zauważyłem jak wsiada do autobusu. Zauważyła mnie, spojrzałem w jej oczy. Widziałem w nich ból. Szybko odwróciła twarz a ja stanąłem jak wryty. Nie wiedziałem co zrobić.
Czy to normalne, że przypomniałem sobie wszystko? Tak miało być? Ja wiem co czuję. Kocham ją.

*oczami Katy*
Wysiadłam z autobusu powoli kierując się w stronę domu. Nie mogę uwierzyć. Czemu mi nie uwierzył? Przecież powiedziałam prawdę, nic nie wymyślałam. Wiem, że mógł nie wierzyć, bo prawda jest taka, że jest to dziwna sytuacja, ale zachowywał się jak dziecko. Tego się nie spodziewałam.
Zastanawiając się nad jego zachowaniem, wreszcie doszłam do domu. Odkluczyłam drzwi, bo chłopaków najwyraźniej nie było. Co było dość dziwne, bo nie sadziłam, że dzisiaj gdzieś wchodzą.
Rozebrałam się i weszłam do salonu. Zastałam tam jednak Nialla, który oglądał telewizję. Na dworze robiło się powoli ciemno, a on miał zasłonięte rolety. Usiadłam na łóżku koło niego i zapaliłam małą lampkę, która stała na szafce.
-Gdzie reszta?
-Zayn z Perrie, Liam z Dan, a Harry i twój ojciec to nie wiem –odpowiedział mi blondyn. Przytaknęłam ze zrozumieniem.
-Czemu zakluczyłeś drzwi?
-Bałem się chyba nie? Jak ktoś by mi wszedł do domu, to co? –zaczął się śmiać, a ja tylko się uśmiechnęłam. Co prawda było to dziwne ale taki jest Niall. Można było się spodziewać. –Coś się stało? –zapytał widząc moją reakcję.
-Nie…to znaczy tak. Powiedziałam Louisowi prawdę, sam chciał ją znać
-I co? –dopytywał blondyn tym samym siadając i wlepiając we mnie swoje ślepia.
-Uważa, że kłamię, że wszystko sobie wymyśliłam! –w tym samym momencie do domu ktoś wszedł. Niall od razu poderwał się z miejsca i ruszył do drzwi. Nie słyszałam żadnych głosów. Po chwili w pokoju stanął on i Louis. Patrzał na mnie, jednak ja odwróciłam wzrok.
-Musimy pogadać –szepnął
-Louis, ale to prawda! Wszystko co Ci powiedziała to prawda!
-Wszystko? –na jego ustach pojawił się uśmiech, ale ja nie rozumiałam o co mu chodzi.
-Tak, dosłownie! –blondyn złapał jego dłoń, a Lou patrzał ze zdziwieniem. Zaśmiałam się, bo wiedziałam co chce zrobić. Sama o tym zapomniałam. –Zobacz! Nie zauważyłeś tego wcześniej, prawda? Chyba w nocy Ci tego nie zrobiliśmy, nie?! –pokazał na jego tatuaż, a Louis zaczął go obserwować. Nie zauważył go wcześniej.
-Proszę porozmawiajmy –odezwał się po dłuższej chwili. Wstałam z miejsca i zostawiając za sobą blondyna wyszliśmy z pokoju. Poszliśmy na górę, by mieć pewność, że jesteśmy całkowicie sami.

-To o czym chciałeś rozmawiać? –stanęłam i skrzyżowałam ręce na piersi. Czekałam na jego reakcję.
-Ja pamiętam –jego słowa odrobinę mnie zdziwiły. Robi sobie ze mnie jakieś żarty? To wcale nie jest śmieszne.
-Że co?
-Ja pamiętam, wszystko pamiętam. Wiem kim jesteś Katy, wiem co robiłem przed wypadkiem, wiem wszystko –nic nie odpowiedziałam. Nie byłam w stanie. Jeszcze przed kilkunastoma minutami mówił, że kłamię i sobie wymyślam, a teraz? –Przepraszam za tamto, nie mogłem w to uwierzyć –podszedł do mnie i złapał za rękę. Patrzałam w jego niebieskozielone tęczówki i widziałam, że nie kłamie. Że on mnie pamięta, jednak czy wszystko? –Pamiętasz co mi powiedziałaś na ławkach? –oczywiście, przecież było to niedawno –powiedziałaś, że mnie kochałaś, a ja chcę wiedzieć jedno: Czy nadal mnie kochasz? –nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Nie byłam. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie w tej chwili mój Louis wrócił. Jedyne czego teraz chciałam to go pocałować. –Powiedz, że nie, powiedz, że nie chcesz mnie znać, a odejdę –długo musiał czekać na odpowiedź, której nie dostał. Moje ciało było sparaliżowane, a język związany. –Wiedz, że ja Cię kocham –powiedział po czym puścił moją rękę i ruszył w stronę drzwi.
-Louis! –udało mi się wykrzyczeć nim zdążył wyjść z pokoju. Odwrócił się w moją stronę, a ja do niego podbiegłam i rzuciłam się na szyję. Swoja głowę schowałam w zagłębienie w jego szyi.
-Też Cię kocham, nawet nie wiesz ile czasu czekałam na te słowa

*następny dzień, 16:00*

Louis bawił się kosmykami moich włosów, a ja patrzałam pusto w ekran telewizora. Ten film, który włączył nie był ani trochę ciekawy. Chciałabym obejrzeć „obecność”. Słyszałam, że warte obejrzenia.
-Pojedziemy gdzieś 
-Gdzie? –zdziwiłam się i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Niespodzianka! Idź się ubrać –dziwnie na niego popatrzałam, ale wykonałam polecenie. Pobiegłam na górę i przebrałam się w wybrany strój. <klik> Nie miałam pojęcia gdzie chce mnie zabrać, co on wymyślił, ale cieszyłam się. Zresztą cieszę się cały czas, jednak…nie jesteśmy oficjalnie parą. Czemu Louis mnie o to nie spytał? Powiedział tylko, że mnie kocha, powinno mi wystarczyć? 

____________________________________________________
No to jest 18 rozdział, przepraszam, że taki krótki, ale miałam dość mało czasu. Byłam u kuzynki, na której blog zapraszam :)
Ale mam nadzieję, że wam się spodobał, skomentujecie, a ja nie będę musiała was o to prosić :)

Następny postaram się napisać jak najszybciej i wtedy go dodam :) Nie wiem jeszcze kiedy pojawią się imaginy :)

sobota, 14 grudnia 2013

Informacja

Cześć! Chciałam wam podziękować za 7k wyświetleń na tym blogu :) Jeżeli chodzi o rozdział, to jest więcej komentarzy, ale te dwa anonimowe mogliście sobie darować. Może to dwie inne osoby, ale mnie to nie przekonuje :)
Przy okazji chciałam was zaprosić (jak wiecie jestem u kuzynki) na jej bloga, który założyła. Jest to jej drugi, bo ten pierwszy jak to powiedziała ZNUDZIŁO JEJ SIĘ PISANIE. Teraz mam nadzieje, że zostanie na dłużej i mam też nadzieję, że zajrzycie, a jak się spodoba to będziecie czytać i komentować :) JA POLECAM! Przeczytałam więcej niż jeden prolog, który dodała. Zaufajcie mi :)
OTO LINK: http://lovedancingfriendship.blogspot.com/ (Z Zaynem)

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 17

Przeczytajcie to co napisałam pod rozdziałem :) KONIECZNIE :) 
A teraz miłego czytania! x
___________________
11 grudzień
Obudziłam się całkowicie wyspana, jednak byłam sama. Louisa nie było ze mną i nawet nie sądzę, żeby został na noc. Przecież zna mnie parę dni, bo właśnie parę dni temu stracił pamięć. Jak zwykle naiwna ja wyobrażam sobie nie wiadomo co. Podniosłam się do pozycji siedzącej i leniwie przeciągnęłam. Swoje bose nogi postawiłam na ziemi i wciągnęłam je w kapcie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej zestaw na dzisiaj oraz czystą bieliznę. Weszłam do swojej łazienki i wzięłam szybki prysznic. Po porannej toalecie wyszłam i zasiadłam do biurka. Wyciągnęłam z kieszeni dresu telefon i sprawdziłam godzinę. Dochodziła 10:30. Nie chciałam schodzić na dół. Nawet nie byłam głodna. Na samo przypomnienie tej felernej nocy chciało mi się płakać. Nie rozumiem jak Harry mógł chcieć mnie zgwałcić. Co mu przyszło do głowy? Co ja mu zrobiłam? Rozumiem. On nic nie wie o tym, że zostałam zgwałcona, ale to też go nie usprawiedliwia z tego, że mógł chcieć to zrobić. Nikt nie wie jak się czułam. Nie chciałam przechodzić przez to jeszcze raz. Harry był pijany, ale chyba coś pamiętał, prawda? Kiedy on zdążył wyjść i się schlać? Jak ja wyszłam z Lou? Kidy wróciliśmy sądziłam, że jak Liam i Zayn poszedł spać. Na dole był tylko Niall. On praktycznie zszedł niespodziewanie. Nie wiem czy będę w stanie z nim normalnie rozmawiać.
Kiedy tak rozmyślałam całą tą sprawę, zaczęłam rysować. Ten obrazek wyrażał raczej moje uczucia. Była na nim narysowana wielka przepaść, do której miałam zostać wrzucona. Kiedy Harry chciał mi to zrobić, chciałam zapaść się pod ziemię. Gdy do tego doszło, nie chciała bym już żyć. Trudno jest przechodzić przez coś takiego dwa razy.
Można też powiedzieć, że moje rysunki to taki jakby pamiętnik. Gdybym to komuś powiedziała, a ta osoba byłaby mądra wiedziałaby kiedy jak się czułam.
Odwróciłam kartkę na drugą stronę i na górze napisałam „7 grudzień”. Na każdej kartce pisałam kiedy było to narysowane.
Moje przemyślenia przerwał dzwonek wydobywający się z mojego telefonu. Oznaczał, że przyszła wiadomość. Szybko go wyciągnęłam i odblokowałam. Wiadomość była od Nathana. Odtworzyłam ją i przeczytałam jej treść.
Chciałabyś się spotkać? Dawno się nie wiedzieliśmy”
Co prawda, to prawda. Nie wiedzieliśmy się od bardzo dawna, ale dzisiejszy dzień na pewno nie był takim, kiedy mam ochotę na wyjścia. Z ciężkim bólem serca, ale nie wyjdę dzisiaj. Wiem, że wychodzę na idiotkę, ale nie mogę.
„Bardzo przepraszam, ale dzisiaj nie jest odpowiedni dzień”
„Dobrze, rozumiem. Mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce”
Schowałam telefon do kieszeni i zrobiłam ostatnie poprawki w moim rysunku. W tym samym czasie ktoś zapukał do mojego pokoju. Odpowiedziałam ciche „Proszę”, a drzwi się otworzyły. W pokoju stanął Harry, a moje serce prawie podskoczyło mi do gardła. Zaczęłam się trząść. Swoimi przestraszonymi oczami patrzałam na niego. Zrobił krok w przód, a ja stanęłam na równe nogi. Ledwo mogłam stać, ale zrobiłam krok w tył.
-Przepraszam –powiedział, a ja nie spuszczałam go z oczu. Chyba nie sądzi, że teraz rzucę mu się w ramiona, prawda? Nie wie przez co przeszłam.
-I co z tego? Zamknij drzwi –ostatnie dwa słowa wyszeptałam, a on wykonał moje polecenie. Podeszłam do biurka i zaczęłam szukać kartki z 20 listopada 2012 roku. Kiedy ją znalazłam wręczyłam mu ją. –Co na niej widzisz?
-Jest jakaś dziewczyna, która płacze w koncie, a w drugim stoi mężczyzna
-W co są ubrani?
-Nie są
-Jak sądzisz o co mi chodziło kiedy to rysowałam? –zapytałam, a do moich oczu naleciały łzy. Harry chwilę się zastanawiał, a po chwili odpowiedział na moje pytanie.
-Ta dziewczyna była gwałcona przez niego?
-Tak, tą dziewczyną byłam ja –teraz już poczułam, że łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Harry spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem. Dopiero teraz zdał sobie sprawę co tak naprawdę chciał zrobić i komu.
-Jeny, ja nie wiedziałam. Wybacz mi, proszę –zauważyłam, że on też płacze, jednak nie mogłam. Nie teraz. Było za wcześnie.
-Proszę, wyjdź –na moje polecenie podszedł do drzwi i złapał za klamkę. Ostatni raz rzucił „Przepraszam” i wyszedł. Położyłam się na łóżko i dałam upust emocją.

Nagle poczułam, że łóżko się ugina. Wystraszona usiadłam na łóżko i spojrzałam na osobę, która kładzie się koło mnie. Był to Louis. Chyba sądził, że śpię.
-Przepraszam. Nie chciałem Cię wystraszyć. Harry u Ciebie był, prawda? –nic nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam twierdząco głową. –Chodź tu –poprosił, a ja położyłam się koło niego. Chwilę leżeliśmy w ciszy, jednak po chwili zapytał –Przepraszam, że pytam, ale…czy ty zostałaś kiedyś zgwałcona? –szybko podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na niego.
-Skąd wiesz? –tak, mówiłam mu, ale kiedy pamiętał jeszcze wszystko.
-Sam nie wiem –kiwnął głowę i chwilę się zamyślił. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Szczery uśmiech. Chyba wiecie czym był spowodowany, prawda? On pamiętał. On wiedział. Jego pamięć małym krokami, ale powraca. Już niedługo mogę znowu go pocałować i powiedzieć, że kocham. On też mi to powie, bo będzie mnie znał. Nie parę dni, a już miesiąc.
-Może zejdziemy na dół? Jestem głodna –powiedziałam i wstałam ze swojego miejsca. Mimo, że mogłabym tak z nim leżeć cały dzień, to musiałam zejść. Po pierwsze: głodna, po drugie: nie może się ciągle mną zajmować. Prawda jest taka, że przyszedł tutaj bo wiedział, że Harry mnie przeprasza. To on mu wszystko opowiedział, bo Hazz był tak spity, że pewnie nic nie pamiętał.

*dwie godziny później*

-Niall, mam do Ciebie proźbę –powiedziałam do blondyna, a ten patrzał na mnie wyczekująco –Mógłbyś mnie zawieść do lekarza? Ściągam dzisiaj gips
-Tak szybko?
-Tak, bo moje złamanie nie było poważne
-No chyba że –powiedział i się zaśmiał. Od razu poszłam się ubrać i chwilę jeszcze czekałam na Nialla.

-Cieszysz się? –zapytał gdy czekaliśmy aż lekarz mnie przyjmie.
-Z czego? –zapytałam zdezorientowana, patrząc na niego.
-No, że nie będziesz miała gipsu
-Oczywiście, wreszcie ubiorę swoje ulubione rurki i jakoś pokażę się na mieście, a nie jak teraz, w dresach –zaśmiałam się pod nosem, tak samo jak on.
-Co racja to racja, ale Louisowi pewnie to nie przeszkadzało
-Przed wypadkiem może i nie
-Sądzisz, że przypomni sobie?
-Musi…zresztą już kojarzy niektóre rzeczy, sądzę, że niedługo powinien przypomnieć sobie wszystko
-Też tak uważam

~*~


Siedziałam w pokoju z włączonym laptopem i trochę sobie rysowałam. Miałam włączonego twittera, ale nic ciekawego się nie działo. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie porozmawiać na skype z paroma fankami, które mnie o to prosiły. Jednak zdałam sobie sprawę, że to chyba nie najlepszy moment. Harrego nie widziałam od czasu gdy wyszedł z pokoju. Na dół też nie zszedł. Wiem, że bardzo tego żałował, a ja co? Powinnam mu chyba wybaczyć, prawda? 
Odłożyłam ołówek i bez celu patrzałam w ekran laptopa. Interakcji przybywało, ale nie miałam ochoty odpisywać na te 9658486 tweetów jaka to jestem zła. Można by pomyśleć, że mnie to boli, ale powoli się do tego przyzwyczajam. Kiedy nie jestem na tt nie myślę wcale o tym. 

Usłyszałam pukanie do drzwi, więc przeniosłam tam swój wzrok. Do pokoju głowę wstawił blondyn. Uśmiechnęłam się i spytałam o co chodzi.
-Bo wiesz… Harry siedzi cały czas w pokoju i nie wpuszcza nikogo. Wiesz o co chodzi?
-Tak mniej-więcej
-Przydałby się żeby ktoś z nim porozmawiał
-Mam pójść, tak?
-Skoro wiesz o co chodzi…zresztą mnie nie chce wpuścić
-Okej, pogadam z nim –wstałam a Niall wszedł do pokoju by ustąpić mi miejsca w drzwiach. –Tylko nic nie dotykaj, a szczególnie mojego tt! –pogroziłam mu palcem na co się zaśmiał.
Wyszłam z pokoju i pognałam do Hazzy. Szczerze nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Przystanęłam na chwilę i zaczęłam się zastanawiać. Najlepiej będzie jeśli mu powiem, że wybaczam, prawda? Sądzę, że jest tak zdesperowany i dlatego nie wychodzi. Czuje się źle, a ja wiem, że żałuje. Był pijany, wiem to. Może nie jest najlepsze usprawiedliwienie, ale kiedy ktoś czegoś żałuje, trzeba mu wybaczyć.
Zapukałam w drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Zapukałam jeszcze raz i zaczęłam mówić, żebym mi otworzył, że to ja. Po chwili usłyszałam przekręcany kluczyk i zaraz potem drzwi uchyliły się. Weszłam do środka. Było całkowicie ciemno. Dostrzegłam, że Harry siada na swoim łóżku. Podeszłam do okna i je odsłoniłam. Wtedy widziałam dokładnie jego twarz. Płakał. Podeszłam bliżej.
-Harry…
-Kim ja jestem?
-Jak to kim?
-Jak ja mogłem chcieć to zrobić?
-To przez alkohol
-To nie jest usprawiedliwienie
-Ale Harry…
-Jest podły. Miałaś za sobą taką przeszłość, która przeze mnie powróciła
-Ja nigdy o tym nie zapomniałam
-A ja Ci o tym tylko przypomniałem
-Nie musiałeś. Harry ja Ci wybaczam i to jest najważniejsze, tak?
-Wybaczasz?
-Wybaczam –uśmiechnęłam się przyjaźnie, po czym mocno przytuliłam. Oczywiście poczułam zimny dreszcz, ale nie chciałam się tym przejmować. Teraz wiedziałam, że nic mi nie zrobi. Że to mój przyjaciel.

*tydzień później, 14 grudzień*

-To nie było miłe! Mam śnieg pod kurtką! Chora będę!
-Usiądźmy na ławce! –krzyknął uradowany Louis ciągnąc mnie za sobą i kompletnie ignorując to co przed chwilą do niego powiedziałam.
-Ale jest cała mokra od śniegu!
-Nie przesadzaj –usiadł, ale ja nie miałam takiego zamiaru. Skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam, aż jego tyłek stanie się mokry. Nie długo jednak mogłam się tak patrzeć, bo poczułam, że łapie mnie za rękę a zaraz potem ciągnie w swoją stronę. Posadził mnie na swoich kolanach.
-Debil
-Idiotka –zaczął się śmiać. –Skąd ja Cię znam, co?
-Poznaliśmy się w szpitalu, nie pamiętasz?
-Ale wtedy wszyscy zachowywali się jakoś dziwnie. Czemu?
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-No chyba tak, skoro pytam –nie byłam pewna, czy powiedzieć mu co stało się tak naprawdę. Moim plusem, na potwierdzenie tego wszystkiego było to, że byłam z Louisem w salonie tatuaży. Możliwe, że wcale nie zauważył swojego nowego tatuażu, bo ma ich dużo, to po pierwsze, a po drugie jest zimno i nie nosi bluzek z krótkim rękawkiem.
-To jak? –otrząsnęłam się.
-Może Ci się to wydać dziwne…-zaczęłam ale urwałam. Powiedzieć czy nie powiedzieć, oto jest pytanie. 
 ____________________________________________
 Nie wiem czy rozdział jest wystarczająco długi, bo chyba macie wymagania, co? 
Nawet nie wiecie jak jest mi przykro przez te DWA komentarze. 
Teraz proszę was o jedno: spójrz na ankietę. Sprawdź ile osób zagłosowało na 'czytam i komentuję' po czym odpowiedz mi GDZIE TE OSOBY SĄ? 
To ja jestem ślepa i nie widzę tych 11 komentarzy, czy to wy nie komentujecie chociaż tak uważacie? 
Chyba to drugie, mam rację? 
Teraz proszę was o drugą rzecz: SKOMENTUJCIE TEN ROZDZIAŁ 
Ja jadę raczej w piątek do kuzynki, więc dzisiaj dokończyłam ten rozdział, mimo, że nie minął nawet tydzień od dodania poprzedniego, bo tamten dodałam w czwartek...staram się, prawda? Doceniacie to? Ja tak NIE uważam. Ale może się mylę, co? 
Wiem, wiem, rozpisałam się, ale to jest raczej kary godne, gdy ja się tam staram a w zamian dostaję dwa komentarze, mimo, że powinnam 12 (bo tak zagłosowaliście).
Nie mogę też uwierzyć, że aż 25 osoby zagłosowały. Nie zdawałam sobie sprawy, że tyle osób może czytać to nie najlepsze opowiadanie. Jest mi miło, owszem :) 
Mam nadzieję, że się poprawicie i do następnego :) xx 
                                                           @mambigos
PS. Przepraszam za błędy 

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 16

Stawiliśmy się z ojcem w umówionej kawiarni i czekaliśmy na Eleanor. Nie wiem czy udało nam się nie sprowadzić paparazzi, bo jakby nie patrzeć lepiej, żeby nas razem nie widzieli. Jednak…to chyba nie to jest ważne, prawda? Najważniejsze by mnie zrozumiała. Skoro to ona z nim zerwała, to oznacza, że nic do niego nie czuje i nie widzę sensu by chciała z nim ponownie być.
-Dzień Dobry –dziewczyna jak przystało pojawiła się i przywitała.
-Dzień dobry –tata odpowiedział, a ja tylko skinęłam głową. Dziewczyna się uśmiechnęła i usiadła naprzeciwko nas. –Chcesz coś?
-Nie, dziękuję. Śpieszę się, można wiedzieć o co chodzi?
-Oczywiście, chodzi o to, że Louis stracił pamięć, Chyba słyszałaś, że był w szpitalu prawda?
-Oczywiście
-Stracił pamięć i uważa, że nadal jesteście parą. Chyba wiesz jak czuje się teraz Katy, prawda?
-Czego Pan ode mnie oczekuje?
-Chciałbym, żebyś zerwała z Louisem. Pamięć szybko mu nie wróci, a gdy z nim zerwiesz, będzie kłopot mniej –dziewczyna się nie odzywała, a ja się strasznie niecierpliwiłam. A co jeśli się nie zgodzi? Nie chcę sobie nawet wyobrazić, jak to będzie wyglądało.
-Zgadzam się
-Naprawdę? –nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Słowa same wyszły z moich ust. Dziewczyna się zaśmiała i kiwnęła twierdząco głową –dziękuję –wyszeptałam.
*dwie godziny później*
Eleanor właśnie przyszła do Louisa. Rozmawiają. Strasznie się denerwuję. A co jeśli ona z nim nie zerwie? Co jeśli się rozmyśli? Najgorsze scenariusze krążyły w mojej głowie.
Podeszłam do blatu w kuchni i zaparzyłam sobie herbaty. Wzięłam kubek do ręki i zaczęłam popijać gorącą ciecz, stojąc oparta o blat tyłem. Nagle niespodziewanie do kuchni wpadł Louis i ciężko opadł na krzesło.
-Coś się stało?
-El, ona ze mną zerwała –powiedział robiąc krótkie przerwy.
-Przykro mi –powiedziałam, lecz w głębi serca cieszyłam się jak małe dziecko z zabawki. Szatynka okazała się być miłą dziewczyną, która dotrzymuje obietnic. Ma piękny uśmiech, nie dziwię się, że spodobała się Louisowi.
-Taaak –wstał i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej wodę i łyknął zimnej cieczy. Uśmiechałam się pod nosem, mimo, że nie chciałam tego robić. Było silniejsze ode mnie.
*godzina 20:00*
Siedzieliśmy wszyscy w salonie i oglądaliśmy filmy. Louis trochę rozpaczał po zerwaniu z El, ale już nie tak bardzo jak za pierwszym razem. Czy może już sobie coś przypomniał? A może wiedział, że to się stanie? Sama nie wiem.
-Co teraz oglądamy? -zapytał leniwie Niall, gdy film, który obecnie oglądaliśmy się skończył.
-Poszukaj czegoś -odpowiedziałam, a on wstał z miejsca i podszedł do półki z płytami.
-Louis możemy pogadać? -zapytał ojciec wstając z kanapy. Louis zrobił to samo i wyszli z salonu. Wiedziałam o czym tata chce z nim rozmawiać. Skoro media myślą, że jesteśmy parą, to musimy to dalej ciągnąć, prawda? Tata ponownie musi się go spytać, bo jakby nie patrzeć on o tym nic nie wie. Mam nadzieję, że się zgodzi. Może dzięki temu przypomni sobie coś? Przynajmniej będę się starać, żeby tak się stało.

Po 10 minutach Louis wpadł do salonu. W szybkim tępię pokonał dystans dzielący go od drzwi do kanapy i usiadł się na nią, a raczej wskoczył. Był bardzo blisko mnie. Objął mnie ramieniem.
-Nietypowa propozycja, co? -szepnął mi na ucho przez co się wzdrygnęłam. Doskonale czułam jego oddech na swojej szyi. To było przyjemne, ale fakt, że nie mogłam pozwolić sobie na nic więcej, był przytłaczający.
-Idziemy na spacer? -zapytał po raz kolejny, a ja od razu wstałam i kiwnęłam twierdząco głową.
-A wy gdzie? -zapytał Niall, patrząc na nas pytającym wzrokiem.
-Na spacer -odpowiedział mu Lou.
-Przypomniałeś sobie? -zapytał z nutką w głosie i spojrzał na mnie. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
-Co? -zdezorientowany Louis, nie wiedział o co chodzi.
-A nic, nic. Idźcie!

Złapałam Louisa za rękę, przez co się uśmiechnął pod nosem. Wyszliśmy z naszej posiadłości i ruszyliśmy przed siebie. Nie mieliśmy konkretnego celu i cały czas milczeliśmy. Jednak ta cisza była niezręczna. Nie wiedziałam, czy mam się odezwać, czy nie, no i co powiedzieć?
-Mam deja vu -powiedział nagle, a ja się uśmiechnęłam.
-To nie deja vu -powiedziałam pod nosem, tak żebym tylko ja mogła to usłyszeć. Oczywiście taka sytuacja miała miejsce. Jak wychodziliśmy na spacery, szliśmy właśnie tą ulicą. Czasem nawet w nocy, tak jak teraz. Nie dziwię się, że sądzi, że ma deja vu. Tyle, że to znak, że powoli zaczyna sobie coś przypominać. Specjalnie wybrałam tą ścieżkę. Chcę jednak by sam sobie przypomniał. Jednak ile mam czekać?

-Może usiądziemy na ławce? Pewnie nie chce Ci się chodzić z tą nogą -wskazał palcem na mój gips i zaciągnął na ławkę. Usiedliśmy nadal trzymając się za ręce. Było bardzo przyjemnie. Louis przyciągnął mnie do siebie, a ja położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Mogłabym oddać miliony byle ta chwila trwała wiecznie.
*godzina 22:30*
-Ja już idę spać -powiedział Niall i wstał ze swojego miejsca. -Ale jestem głodny -zaczął się zastanawiać. Aż szkoda było na niego patrzeć.
-Może coś Ci zrobię? -zaproponowałam, a on spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Mogłabyś?
-Oczywiście- odwzajemniłam gest i ruszyłam do kuchni. Niall zajął swoje poprzednie miejsce.
Chwilę zastanawiałam się co mu zrobić, no i postawiłam na zwykłe tosty. Nie miałam ochoty na jakieś wielkie przygotowania. Zaparzyłam też wodę na herbatę.
Sama nie miałam ochoty na coś pożywnego, więc zaczęłam szukać jakiś chipsów. Schyliłam się do szafki i znalazłam. Prawdopodobnie były to Louisa. Jak co to mu odkupię.
Wyciągnęłam miskę i zaczęłam je wsypywać do niej. Poczułam czyjeś dłonie na tali i brodę na ramieniu. Nie był to Louis, bo jego zapachy bym rozpoznała. Odwróciłam się trochę i zauważyłam Harrego.
-Co byś chciał? -zapytałam go, a ten się zaśmiał -powiedziałam coś śmiesznego?
-Nie -odparł.
-Więc co Cię śmieszy?
-Nic, lubię się po prostu śmiać
Ta cała sytuacja zaczęła mi przeszkadzać. Nie widziałam w Harrym nikogo innego, jak zwykłego przyjaciela. Sama nie wiedziałam, czy on to tak traktuje, więc próbowałam się wyswobodzić z jego objęć.
-Harry, muszę zrobić tosty Niallowi
-Ale czemu mu usługujesz?
-Puść mnie Harry -wysyczałam, ale on tego nie zrobił. Mocniej mnie złapał, gdy zaczęłam się wyrywać. -Co ty wyprawiasz? -spojrzałam na jego twarz. Śmierdziało alkoholem. Pił coś. -Harry puść, to boli -trzymał moje nadgarstki. Wiecie jak się czułam? Jakby kolejna osoba chciała mi to zrobić. Ten facet tak samo zaczynał. Mój oddech stał się szybszy. Bałam się go.
-Puść ją, jak prosi -powiedział Louis, który właśnie wszedł do kuchni. Jakby coś przeczuwał. Hazz jak na zawołanie wyswobodził moje nadgarstki w uścisku. Były całe czerwone. Złapałam się za obolałe miejsce. Łzy same wypłynęły mi z oczu. Nie chciałam tego. Jednak to było silniejsze. Bałam się, tak jak bałam się wtedy. Harry to mój przyjaciel. Nie powinien mi zrobić krzywdy. Jednak teraz był pijany.
-Po coś tu przylazł? -warknął loczek, do Lou który stanął naprzeciwko niego.
-Idź się lepiej połóż, jesteś pijany. Nikt nie wiedział, że pijesz?
Nie chciałam tego słuchać, ani przy nich płakać, więc wbiegłam z kuchni. Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Położyłam na łóżku i podciągnęłam nogi pod samą brodę. Gdyby nie Louis, kto wie co Harry by mi zrobił? Liam i Zayn spali. Niall siedział przed tv, pewnie wciągnięty filmem. Tylko Louis został. Tylko on mi pomógł.
Nagle poczułam jak łóżko się ugina, przestraszyłam się i szybko przesunęłam dalej.
-Csii, to tylko ja, chodź tu -usłyszałam cichutki głos Louisa i przysunęłam do niego, tym samym odwracając do niego twarzą. Starł łzy z moich policzków.
-Nie płacz. On jest pijany. Jutro nie będzie nic pamiętał -powiedział uspokajająco, a ja wtuliłam się w jego tors.
-Dziękuję, Louis

Ostatnie co pamiętam to to jak głaskał mnie po głowie, uspokajająco. Wtulona w jego ciepły tors usnęłam.
_________________________________________________
Taki dziwny ten rozdział mi wyszedł, nie sądzicie? Szczerze to sama nie wiem co o nim myśleć. Zdaje się na was. 8 osób zagłosowało, ze czyta i komentuje, więc czekam na te komentarze :)))

Życzę wam miłego weekendu i wesołych mikołajek :)
<klik> <klik>

Ps. MAM PYTANIE DO OSOBY, KTÓRA MA TEN NUMER GG:  43362011 
MAM DALEJ SIĘ INFORMOWAĆ? BO NIE JESTEM PEWNA CZY WCHODZISZ, GDYŻ NIGDY CIĘ NIE WIDZĘ :) ODPISZ, PROSZĘ :) 

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 15

-Przykro mi Nick, ale ja nie czuję do Ciebie tego samego. Ja kocham Louisa. Jestem Ci wdzięczna, że wtedy mi pomogłeś, zrobiłeś dla mnie wiele, ale nic z tego nie będzie. Przepraszam –powiedziałam i odeszłam. Przeszłam przez ulicę i podeszłam do szatyna. Był bardzo zdenerwowany. Od razu wstał z ławki, a ja z uśmiechem na ustach mogłam w tamtym momencie powiedzieć
-Kocham Cię Louis –na jego ustach natychmiast pojawił się uśmiech. Mocno mnie do siebie przytulił.
-Tak długo na to czekałem –powiedział i pocałował mnie z czoło. –A teraz wybacz ale muszę gdzieś pójść, zaraz wracam –puścił mnie i ruszył w stronę ulicy. Usiadłam na ławkę i patrzałam na niego. Zorientowałam się, że idzie do kwiaciarni. Uśmiechnęłam się kiedy się odwrócił, a wtedy usłyszałam krzyk, pisk opon i głośny huk.
*godzina później, szpital*
-Będzie dobrze kochanie, wyzdrowiejesz, kocham Cię, wiesz? –mówiłam ze łzami w oczach, gładząc jego rękę. Chłopcy cały czas mi się przyglądali i stali kawałek dalej. Lekarz powiedział, że to nic takiego. Ma tylko lekki wstrząs mózgu i nic mu nie będzie. Może i tak. Może i za bardzo przeżywam, ale go kocham, więc to chyba nic dziwnego, prawda? Właśnie powiedział, że mnie kocha, ja powiedziałam to mu. Mieliśmy być szczęśliwy, a w tym czasie wszystko się spieprzyło. Może to nie nasz czas? Może to jakiś znak? Może my nie jesteśmy sobie przeznaczeni?
Obwiniałam siebie, bo gdyby nie szedł po te cholerne kwiatki, których wcale nie potrzebowałam, to nic by się nie stało. Ale mówi się, że jest to co ma być, wiec obwinianie się za cokolwiek nie ma sensu. Może to i prawda? Całkiem możliwe.
-Dzień Dobry państwu –do Sali wszedł lekarz, a zaraz za nim mój ojciec. Zrobiłam miejsce facetowi i przytuliłam się do taty, który głaskał mnie po plecach, w celu uspokojenia. Chyba zdawał sobie sprawę, ze nie wierzę lekarzom. Te osoby już nie raz powiedzieli mi, że będzie dobrze, że wyjdzie z tego. I co? Moja mama nie żyje. Jeżeli będzie mówił tak i tym razem rozszarpię go na kawałki.
- Temu młodzieńcowi nic nie jest. Ma lekki wstrząs mózgu tak jak mówiłem, ale nic poza tym. Niedługo powinien się wybudzić
*23:00*
-Jedźcie do domu, ja z nim zostanę. Nie ma sensu, żebyśmy wszyscy tu zostali. Jak się obudzi powiadomię was –uśmiechnęłam się do chłopaków. Chciałam im oszczędzić siedzenia tutaj, ale wiedziała, że będzie ciężko. To ich przyjaciel.
-Ja zostaję. Poczekam, aż się obudzi –powiedział stanowczo Liam
-Ja też –dodał Zayn. Spojrzałam zrezygnowanym wzrokiem na Nialla i Harrego. Widziałam, że chce im się spać, ze długo nie wytrzymają.
-Jedźcie –powiedziałam tak samo stanowczo jak Liam do mnie, mając nadzieję, ze to zadziała. No i tak było.
-Ale macie do nas zadzwonić gdy tylko się wybudzi –pokiwał palcem Niall i dał mi całusa w policzek. Tak samo postąpił Harry i wyszli z Sali. Nie minęła chwila, a Louis otworzył oczy. Obudził się.
-Zawołajcie chłopaków, pewnie jeszcze nie wyszli ze szpitala –powiedziałam do Zayna i Liama, po czym uścisnęłam mocniej rękę Louisa. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, a w oczach zebrały się łzy. Nie kłamali.
-Jaki szpital? Co się stało?
-Miałeś wczoraj wypadek, nie pamiętasz? Samochód Cię potrącił –wytłumaczyłam mu, a on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a potem na chłopców.
-Kim jesteś? –zapytał, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Jak to kim? Jestem Katy, nie rób sobie jaj Louis
-Jakich jaj? Naprawdę Cię nie znam –powiedział dość przekonująco, a ja spojrzałam na chłopców. Patrzeli na nas w szoku, z otwartymi buziami. Niall chyba zaczął płakać stojąc w drzwiach.
Lou wyswobodził rękę z mojego uścisku, a ja wstałam z miejsca i wybiegłam z Sali. Pobiegłam wzdłuż korytarza i usiadłam w kącie, tonąc w łzach.
To nie możliwe. Louis stracił pamięć. Nie zna mnie. Nie wie co do niego czuję, nie wie, że kocha mnie. Nie wie co się działo od czasu naszego poznania i może nawet wcześniej. W tamtej chwili zaczęłam się też martwić o chłopaków. A co jeśli ich też nie pamięta? Przeze mnie!
Poczułam, że ktoś siada koło mnie, po czym mocno do siebie przytula. Wtuliłam się w jego tors i zaczęłam moczyć koszulkę. Był to mój ojciec. Poznałam go po perfumach.
-Co jeśli on nie pamięta chłopców? Przeze mnie? –zapytałam i spojrzałam na niego żałośnie.
-Pamięta ich. Nie pamięta Ciebie. Uważa, że Eleanor jest dalej jego dziewczyną. Nie pamięta dwóch ostatnich miesięcy.
*dwa dni później, 10 grudzień*
Obudziłam się z samego rana. Nie mogłam spać. Było dość zimno w domu, więc zawinięta w kołdrę wstałam z łóżka i  naciągnęłam na nogi kapcie. Podeszłam do okna i oparłam się łokciami o parapet. Śnieg pruszył, więc byłam szczęśliwa. Jeżeli ma być śnieg, to niech jest. Nienawidzę gdy się topi, jest wtedy wielkie błoto, a magia świąt gdzieś tryska.

Chwilę popatrzyłam, jednak postanowiłam się ubrać. Czekam na dzień, gdy będę mogła ściągnąć gips. Wiem, że to pewnie niedługo nastąpi. Wybrałam z szafy zestaw na dzisiaj i poszłam do łazienki. Przebrałam się, zrobiłam lekki makijaż, a końcówki włosów lekko pofalowałam. Dochodziła dopiero 8, lecz zrobiłam się głodna, wiec od razu zeszłam na dół. Tak jak przypuszczałam chłopcy jeszcze spali, więc mogłam swobodnie wszystko zrobić. No nie do końca, w lodówce nic nie było. Nie zastanawiałam się długo, tylko wzięłam pieniądze, które schowałam do małej torebki, ubrałam się i wyszłam z domu. <klik> 
*godzina później*
Kocham zimę, jednak pójście do sklepu pieszo nie było dobrym pomysłem. Zmarzłam strasznie, a musiałam jeszcze zrobić zakupy. Zamówiłam taksówkę i nią wróciłam do domu, nie tylko dla tego, że było zimno, ale też dlatego, że ze złamaną nogą, nie do końca by się to udało. Wyłożyłam wszystkie siatki na ziemię, zapłaciłam kierowcy, a ten odjechał. Teraz było najtrudniejsze. Miałam cztery ciężkie siatki i kulę. Nie wiedziałam jak mam to zrobić, wiec postanowiłam obudzić Nialla, dlatego, że to on najwięcej je. Nim jednak zdążyłam nacisnąć zieloną słuchawkę, usłyszałam, że drzwi domu otwierają się i wychodzi Louis. Na plecach poczułam zimny dreszcz i nie mogłam się ruszyć. Wczoraj wrócił do domu, praktycznie nie rozmawiamy. Lou chce spotkać się z El, ale na razie się nie pojawiła. Ojciec chce ją poprosić, by ponownie z nim zerwała i nie udawała jego dziewczyny, gdyż ja to robię. Chyba nie wpłynie na Louisa korzyść to, że raz był widziany ze mną, a dwa dni później z nią, prawda?
-Pomóc Ci? –z zamyślenia wyrwał mnie jego cienki głos. Kiwnęłam twierdząco głową, a on złapał wszystkie cztery w ręce i ruszył w stronę domu.
„Możecie mu przypominać, ale nie wszystko na raz”
Rozebrałam się i poszłam w ślady Lou, czyli do kuchni. Postawił siatki na blacie i zaczął rozpakowywanie.
-Dziękuję –szepnęłam jednak usłyszał to.
-To ja Ci dziękuję, byłem strasznie głodny, a dzięki tobie będę miał co jeść –zaśmiał się, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nawet nie wiecie jak bardzo mi go brakuje. Nawet nie wiecie ile czekałam na słowa „kocham Cię” wypowiedziane przez niego, w moją stronę. A kiedy one się pojawiły, on mnie zapomniał. To bolało najmocniej. Może lepiej by było gdyby nie powiedział mi tego? Może wtedy nie czekałabym aż tak bardzo na to, aż sobie wszystko przypomni? Może robiłabym dalej to co robiłam?
A może było lepiej, że mi powiedział? Może dzięki temu mam na co czekać? Może odeszłabym całkiem po tej całej sytuacji? A teraz gdy wiem, że od odwzajemnia moje uczucia, to czekam, aż znowu mi to powie?
Sama nie wiem co byłoby lepsze. Najlepiej w ogóle nie myśleć, co by było gdyby….bo to nie ma sensu. Żyjmy teraźniejszością, róbmy wszystko by każdy dzień zapamiętać jak najlepiej. Nie chcę się nad sobą użalać. Nie mam szczęścia do chłopców więc to nie jest dla mnie nowość.
-Pomóc Ci?
-Nie, dziękuję, już prawie kończę –odpowiedział mi, a ja zasiadłam na krześle. Zaczęłam się zastanawiać co dzisiaj zrobić. Postawiłam na Trifle (angielski deser) może to nie ta pora, ale miałam na to ochotę. Zresztą jak Lou nie chcę, to mu nie zrobię.
-Robię Trifle, chcesz? –zwróciłam się do szatyna, a ten się szeroko uśmiechnął i kiwnął twierdząco głową. –To ja zrobię, a ty najlepiej usiądź i nie zawracaj głowy
-Nie chcesz żebym Ci pomógł?
-Poradzę sobie
-Ja wolisz –zaśmiał się i usiadł na krześle. Dziwnie się czułam wiedząc, że mi się przygląda, jednak nie chciałam się tym teraz przejmować.
-Co tak właściwie Ci się stało w nogę? –zapytał po dłuższej chwili. Tak, tego też nie pamiętał.
-Miałam wypadek, zresztą strasznie podobny do Ciebie. Tez potrącił mnie samochód
-Jak to się stało?
-Wybiegłam na ulicę
-Dlaczego?
-Wolałabym teraz o tym nie rozmawiać –to straszne. Miałabym mu powiedzieć, ze to przez niego? A może miałabym mu przypomnieć całkiem to co się stało. Może miałabym mu wszystko przypomnieć?
Nie mogłam. Nie w tamtej chwili. Lekarz zalecał, żeby przypominał sobie, ale powoli. Najlepiej zabrać go w miejsca, gdzie był w ostatnim czasie. Chciałabym to zrobić.

-I jak?
-Smaczne. Nie wiem jak to zrobiłaś, ale to było najlepsze z wszystkich jakie jadłem. Moja mama nawet takiego nie robi, a jest mistrzynią –nie mógł się zatrzymać z tymi komplementami na temat mojego trifle, przez co na moich policzkach pojawiły się rumieńce. W tym samym momencie do kuchni wszedł zaspany Niall. Pocałował mnie z policzek, a Louisowi podał rękę.
-Smakowałeś tego?
-Oczywiście, że tak –odpowiedział kpiąco blondyn. Ale nie do końca zrozumiał o co chodziło Louisowi.
-Ale smakowałeś tego jak zrobiła to Katy?
-Nie –Irlandczyk spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, a ja podałam mu łyżeczkę, na której było trochę nabrane.
-Pyszne, masz jeszcze? –zapytał, a ja się zaśmiałam.
-Musiałabym zrobić
-A możesz? Proszę
-Dla Ciebie wszystko –odpowiedziałam i zabrałam się za robienie kolejnego trifle.

-Witaj Eleanor, musimy porozmawiać –oznajmił mój tata do słuchawki, a ja niecierpliwie czekałam aż skończy –moglibyśmy się spotkać? Tak? To wspaniale. Spotkajmy się w Nordic Bakery za godzinę, to do zobaczenia
Tak zakończyła się rozmowa ojca z El, mam nadzieję, że zgodzi się po raz drugi zerwać z Lou gdy dowie się, że on stracił pamięć. Chyba, że jednak coś do niego czuje i nie będzie chciała tego zrobić
_________________________________________
wiem, wiem, krótkie i beznadziejne, ale jak to mówią, lepszy rydz niż nic, prawda? :) 
Kolejny wypadek, ale zakończony trochę inaczej. Jak sądzicie: El się zgodzi? Jak szybko Lou sobie przypomni? Co się wydarzy? Piszcie komentarze, napiszcie co sądzicie o tym rozdziale :)
Ps. Zagłosuj w ankiecie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś :) xx Dziekuję xx

Nie podobają się wam moje imaginy? :( ZAPRASZAM :) http://onedirectionmojeimaginy.blogspot.com/

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 14

Wróciliśmy do domu, a Katy od razu poszła do swojego pokoju. Uczyniłem to samo. Czułem się podle. Musze z tym skończyć. Gdyby nie to, dawno bym jej powiedział co czuję, a ona nie zaproponowałaby żebyśmy zostali przyjaciółmi. Wiem, że ją krzywdzę, ona sądzi, że spotykam się z Eleanor, ale ona sama by tego nie chciała. Przecież to nie ja, a ona ze mną zerwała, ten rozdział został już zamknięty. Teraz chciałbym spróbować czegoś innego, ale nie w celu pobawienia się dziewczyną, a w celu bycia szczęśliwym. Naprawdę gdy z nią jestem czuję się inaczej, jakoś magicznie. Ta dziewczyna sprawia, że mógłbym się uśmiechać cały dzień. Chciałbym być kimś dla kogo ona chciała by żyć, chciałbym być kimś z kim spędzała by wolny czas, ale nie z przymusu, a z chęci. Teraz gdy jest ten układ, wychodzimy razem, a ja mogę ją trzymać za rękę. Oczywiście uszczęśliwia mnie to, ale nie do końca. Dlaczego? Wiem, że ona tego nie chce. Robi to dla ojca, a mnie to boli. Dlaczego nie może tego robić bo chce? Dlaczego musi przez to cierpieć?
Kiedy tak leżałem i rozpaczałem, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Może i zostaliśmy przyjaciółmi, może ona nie chce nic więcej, ale parę udajemy, więc może udać się na randkę, prawda? Mogę spędzić z nią czas w taki sposób czas, a ona na pewno będzie czuła się lepiej, gdy zaproponuję jej to z własnej woli, bo jakby nie patrzeć, takie pomysły czasem podsuwa nam Paul.

Zapukałem w drzwi, a Katy cicho odpowiedziała „Proszę”. Ledwo je usłyszałem ale udało się. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, zamykając je za sobą. Odnalazłem ją wzrokiem. Siedziała przy biurku i patrzała na mnie, ale nie była sama. Był z nią Niall. Poczułem mocne ukłucie w serce. Czy…czy między nimi coś jest? Uśmiechnąłem się by nie wyszło, że zachowuję się dziwnie. Niall chyba zrozumiał, że chcę z nią pogadać, bo wstał z miejsca i szepnął jej coś na ucho. Uśmiechnęła się, a on poklepał mnie po ramieniu i opuścił pokój.
-Po co przyszedłeś? –spojrzała na mnie, odkładając ołówek na biurko i patrząc na mnie. Zazwyczaj to lubiłem, ale tym razem mi przeszkadzało. W pokoju było dość ciemno, bo oświetlała go tylko jedna lampka, która stała na biurku. –A wiec? –zachęcała mnie, wywijając rękoma w powietrzu.
-Ja pomyślałem, że mogli byśmy gdzieś razem wyjść. No wiesz…
-Na randkę? –zapytała, a jej kąciki ust uniosły się lekko ku górze.
-Można to tak nazwać, ale oczywiście udawaną, bo udajemy parę, nie? Jesteśmy przyjaciółmi
-Tak oczywiście, kiedy? –nawet na mnie nie spojrzała, tylko zaczęła rysować.
-Jutro, może o 18?
-Ok
Podszedłem do niej od tyłu i spojrzałem na to co rysowała. I wiecie co? Rysowała mnie, czyli Niall jej w tym pomagał. Przytuliłem ją od tyłu. Tak. Tego mi było trzeba, tego mi brakowało. Czułem się spełniony, a to niby nic.
Katy złapała moje ręce, po czym odwróciła się. Była niebezpiecznie blisko, ale tylko patrzała mi w oczy. Jej były piękne.
-Pięknie malujesz
-Dziękuję –przerwałem ciszę a ona się odsunęła i spojrzała na rysunek. Louis debilu!
-To ja już pójdę –od razu skierowałem się do drzwi, chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść. Czułem się niezręcznie.
-Nie zostaniesz ze mną?
-Nie chcę Ci zawracać głowy
-Nie zawracasz. Przyjaciele chyba mogą razem spędzać czas, prawda? O to w tym chodzi, nie?
-Właściwie to tak
-No to chodźmy położyć się spać
-Nie jesteś głodna?
-Nie –wstała z krzesła i usiadła na łóżku. Patrzała na mnie wyczekująco, więc podszedłem do niej i wgramoliłem się pod kołdrę. Katy wtuliła się we mnie, jak gdyby nigdy nic, podobało mi się to, ale to dziwne.
-Dobranoc Louis
-Dobranoc Katy
*następny dzień, 17:00*
Najpierw zaczęłam od prysznica. Bardzo mi pomógł, bo czułam się dziwnie. Nie sądzę, ze zostanie przyjaciółmi z Louisem to dobry pomysł, bo nie mogę patrzeć na niego z myślą, że nie jest mój, że nigdy nie będzie, lecz to nie tylko moja decyzja, prawda? Gdyby coś do mnie czuł powiedziałby mi. Gdyby mnie kochał nie zgodziłby się na przyjaciół. Chciałabym przestać udawać przed całym światem parę. Chciałabym być jego dziewczyną na poważnie. Jednak to, że udaję jego dziewczynę to jedyne kłamstwo, bo moje uczucia są jak najbardziej szczere. Kocham go, ale chyba lepiej być jego przyjaciółką niż stracić z nim kontakt całkowicie, prawda?
Moje myśli mnie przytłaczały, tak bardzo go kocham ale nie mogę nic zrobić. Możesz mu powiedzieć. Sądzę jednak, że jeśli Lou naprawdę kocha Eleanor to ja nie będę stała im na drodze. Chcę żeby był szczęśliwy. Naprawdę tego chce. Uważam, że on nadal coś do niej czuje, ale może to tylko złudzenia?
Owinęłam się ręcznikiem i weszłam do pokoju. Chodzenie nie sprawiało mi już żadnego problemu, gorzej było z wybraniem ubrań. Co mam ubrać na gips bo chyba nie dres, prawda? Przypomniałam sobie o mojej letniej sukience, która pasowałaby najbardziej. Wiem, że jest zima, że śnieg spadł, ale nie mam nic innego jak to. Wyciągnęłam ją z szafy i położyłam na łóżku. Wróciłam do łazienki i zrzuciłam ręcznik, po czym ubrałam czystą bieliznę. Następnie zrobiłam lekki make-up, a końcówki moich włosów lekko pofalowałam. Kolejne co zrobiłam to była moja sukienka.
Kiedy już udało mi się ją założyć przejrzałam się w lustrze. Uznałam, że wyglądam całkiem nieźle, mimo, że ta sukienka nie była na zimę. Jednak wygląd nie jest najważniejszy, prawda? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogą mnie skrytykować, ale jestem na to przygotowana.
Nim się obejrzałam minęło 45 minut. Sama nie wiem czemu tak długo się przygotowywałam, ale i tak miałam jeszcze trochę czasu, więc się nie przejmowałam. Usiadłam do biurka i złapałam ołówek w rękę, a przed sobą położyłam kartkę. Zaczęłam coś bazgrać, ale nie miałam konkretnego celu. Rysowałam by rysować. Zawsze to robię, gdy się stresuję, a teraz tak było. Niby to przyjacielskie wyjście dla nas, ale dla fotoreporterów raczej romantyczna kolacja. Na myśl mi przyszło czy może powiedzieć mu prawdę? Co mogę stracić? Raczej nic, a mogę zyskać. Teraz to głównie chodziło mi po głowie, ale jednak jestem tchórzem. Jestem pesymistką i nic z tego.

-Ślicznie wyglądasz –powiedział Louis gdy tylko zeszłam ze schodów.
-Dziękuję –powiedziałam dość cicho, jednak on to usłyszał. Moje policzki zrobiły się czerwone, ale Louis chyba się tego przyzwyczaił. Ubrany był w czarny garnitur, więc zaczęłam się bać. Ciekawe gdzie on mnie zabiera. Naprawdę żałowałam, że mam nogę w gipsie. Mogłam ubrać coś ładniejszego, bo każda dziewczyna u boku Lou wyglądałaby o wiele lepiej.
-Idziemy? –uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę rękę.

-Jeszcze nie musisz mnie łapać, nie jestem ubrana –odpowiedziałam, a on cofnął dłoń. Poszliśmy w stronę drzwi, gdzie ubrałam czarne botki i ciepłą kurtkę. Wyglądałam bardzo śmiesznie i od razu odechciało mi się gdziekolwiek iść. 

Restauracja była piękna. Napewno nie należała do najtańszych. Louis miał specjalnie zarezerwowane dla nas miejsca. W kącie restauracji, byśmy mieli spokój. Nie dziwię mu się, bo nie chce żeby fotoreporterzy nam przeszkadzali. Czułam, że on nie robił tego żeby się pokazać i żeby zrobili nam zdjęcia. Czułam, że robi to bo chce. Jednak może to tylko złudzenie? Miałam nadzieję, że on tego chce, a nie robi bo musi.
Zajęliśmy miejsca i od razu znalazł się kelner, Louis coś dla nas zamówił, a ja nie odezwałam się ani słowem. Gdy o cokolwiek pytał przytakiwałam. Nie wiedziałam co mam mówić. Dzisiejsza atmosfera była dziwna.

Minęło już około 2 godziny, więc postanowiliśmy wrócić. A raczej ja. Wydawało mi się, że Louis chciał coś powiedzieć, jednak nie mógł się zebrać by to powiedzieć. Nie nalegałam dlatego opuściliśmy lokal. Postanowiliśmy pójść pieszo, wiec Lou złapał mnie za rękę i powolnym krokiem ruszył w stronę naszego domu. Panowała niezręczna cisza, ale nikt nie chciał jej przerwać. Louis cały czas się nad czymś głowił. Nie chciałam mu przeszkadzać, sądziłam, że może mu to potrzebne?
W pewnym momencie stanął, więc ja też to zrobiłam.
-O co chodzi? –spojrzałam na niego, lecz on patrzał na swoje buty. –Lou?
-Muszę Ci coś powiedzieć, jednak nie wiem jak. Nie wiem jak zareagujesz, ale muszę. Ja już tak dłużej nie mogę.
-O co chodzi Louis?
-Wiem, że chciałaś żebyśmy byli tylko przyjaciółmi, ale ja Cię kocham –ostatnie słowa powiedział ciszej, a ja stanęłam jak wryta. Patrzałam mu w oczy i czułam, że mogłabym się zaraz rozpłakać. Louis dotknął mojego policzka, a przez ciało przeszedł mnie dreszcz. W pewnym momencie poczułam szturchnięcie i odwróciłam głowę w lewą stronę. Zobaczyłam Nicka, dość zdezorientowanego.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale musimy pogadać
-To nie najlepszy moment –powiedziałam dość srogo, ale Louis zaraz dał o sobie znać
-Proszę, chwilę poczekam. Porozmawiajcie
-Dziękuję –odparł Nick i czekał, aż Lou odejdzie dalej. Ja też mu się przyglądałam. Przeszedł na drugą stronę i usiadł na ławce. Nie patrzał na nas tylko złapał się za głowę.
-O co chodzi? –spytałam patrząc na Nicka.
-Bo ja wiem, że Cię skrzywdziłem, ale ja Cię kocham Katy. Proszę daj mi drugą szansę –zatkało mnie.  
___________________________________________
Jeny ja wiem, że to jest krótkie i takie byle jakie, ale ja nie miałam ostatnio weny, ani chęci. NIC. Jakoś udało mi się napisać coś takiego. Trochę musiałam podpytać kuzynkę, ale szczerze gdy zastanawiam się co będzie dalej, to mam chyba tylko pomysł na przyszły rozdział. Reszta? Nie wiem. Przepraszam, że tak długo nic nie było, a jak jest to krótkie gówno://
Liczę na komentarze, bo TERAZ one się przydadzą. Naprawdę. Nie muszą one być pozytywne. Możecie napisać coś nie miłego, ale się z tym zgodzę, bo ten rozdział to wielkie dno. 
I liczę na głosy w ankiecie :)